Saab

Saab 9-5 V6

Saab 9-5 V6

Panie, panowie!
Pierwszy właściciel chętnie pogoni Saaba 95, w pięknej budzie kombi, z najbardziej poszukiwanego rocznika 2000. Wtedy miały stanąć komputery z Windowsem, a Saab cyka do dzisiaj. Motorynka z symbolicznym przebiegiem 161 tysięcy km.
 
Silnik niestety, nie dla biedoty, dlatego szuka się prawdziwego szejka lubiącego umiarkowany luksus i mającego dojścia do dużej ilości taniej wachy. Dobrze, ażeby pochodził z okolic przygranicznych, najlepiej litewsko-rosyjsko-białoruskiego trójkąta petrochemicznego. Jazda tym cacuszkiem sprawi wtedy szejkowi z pewnością najwięcej radości.
 
Technicznie. 
Auto nieustająco garażowane. Dosłownie. Od sześciu lat stoi w garażu, na rancho pod EŁKIEM i rzadko wybiera się w podróże. Jeśli już, to tylko do okolicznych sklepów, gdy zaistnieje potrzeba kupna większej ilości piwa i kiełbasy na grilla. Jego miejsce w podziemiach warszawskiego Mokotowa zajął inny strucel, więc Sabina poczuła się (słusznie) wykluczona z wyścigu o miano pierwszej damy.
 
Pod maską dwieście kucy z groszem, w trzylitrowej i suchej jak wiór benzynie V6.
Mruczy to jak stara kocica. Gdyby tylko nie piła jak stary kocur, na pewno każdy pasjonat sześciu garów przy dźwięku tym mógłby zasypiać, budzić się, jeść i wychowywać dzieci.
Auto z ubezpieczeniem do czerwca (zapłacona I rata z dwóch), ale bez przeglądu. Wyszedł i sam już nie wrócił. Widocznie poszedł gdzie indziej.
Sabina poza kilkoma elementami sprawna. Oleju nie łyka, płyny w normie. Nie ukrywam, że dobrze by jej było wymienić już ciecze w paszczy, a może i bateryjkę w zegarku, bo stoi tak jedynie przepalana już dłuższy czas. Nie lata w długie trasy, trzyma się blisko domu, a jednak czas robi swoje. 
Panienka jest w automacie, co od zawsze zwilżało wszelkie panny, od Grajewa po Gołdap. Myślę, że jeśli gusta w czasach pandemii się nie zmieniły, a dyskoteki pod Białymstokiem zostaną wreszcie otwarte, lale nadal będą tym faktem usatysfakcjonowane. 
 
Wizual.
U damy to liczy się najbardziej. Nie jest to młódka, choć weszła ledwo co w dorosłość. 
Maska lekko porysowana. Nie opierała się, a i lubiła przyjmować na siebie dobrodziejstwa garażu. Purysta za pomocą pielęgnacyjnych zabiegów mógłby ją jednak doprowadzić do błysku. Póki co, miejscowo w macie.
Nie warto się tym jednak przejmować, bowiem prawa strona przeszła znacznie więcej. Jak napisałem powyżej, to kocica. Na dwóch (prawie trzech) elementach, widać, że otarła się o kogoś, kogo napotkała i polubiła. Wiemy nawet o kogo (o dziadka Zenka). Sabina, co ciekawe, poza jednym miejscem (lewy, tylny próg/nadkole, ALE miejscowo!), prawie nie nosi ciemnego złota. Jak na ten wiek, zaskakująco dobrze wygląda. Możliwe nawet, iż nie była nigdy klepana (choć tego nikt akurat nie sprawdzał, takie były czasy – przyjechała z saksów w 2004). 
 
Miała dotychczas dwóch właścicieli (po obydwu stronach Odry) i żaden na nią nie narzekał.
Stoi na aluminiowych szpilkach i pięknie się w tej konfiguracji prezentuje.
Jako wisienkę na torcie mogę dodać, że ponadprzeciętnego szyku dodają jej, oczywiście sprawne i nigdzie już chyba dzisiaj niespotykane, wycieraczki przednich lamp. Można ich używać nawet wtedy, gdy nie pada.
Auto umyte. Nie pachnie myszą.
 
 
Wyposażenie.
I tu wreszcie mogę mówić o komforcie (sam jeżdżę Transitem z 91, więc rozumiecie o czym mowa…). 
Na siedzeniach obłędny welur, profilowane lędźwie, podłokietniki. Szmaty nie pogryzione, nie połachane, pachną jeszcze szwedzką bryzą. Do tego cztery elektryczne szyby (z tym, że ta od strony kierowcy chwilowo się nie opuszcza- choć silniczek szyje w tle), automatyczna klimatyzacja (czynnik wyparował razem z przeglądem), elektryczne lusterka, turbo radio z turbo głośnikami, cd, kaseciakiem i pamięcią 6 (słownie: sześciu!!!) stacji.
Do tego dużo działających światełek w kabinie, na otwartych drzwiach i klapie, a nawet w schowku od strony pasażera! Niezwykłe doznania oferuje jednak najbardziej zaje****** podświetlenie tablicy w kolorze zielonym i pomarańczowym w strefie audio, z możliwością przygaszenia paneli jednym tylko guzikiem (co na laskach robi piorunujące wow!).
Nie muszę chyba dodawać, że tylną kanapę w najbardziej obiecujących sytuacjach da się oczywiście położyć, co daje możliwości dowolnej konfiguracji minimum trzech rozgrzanych tym luksusem osób.
 
Podsumowując.
Auto dla konesera. Na chwilę obecną sprawne i gotowe, by dojechało do najbliższego warsztatu.
Jeśli są nim Państwo zainteresowani, oddamy je za trzy, dwa i pół, dwa, półtora, a nawet tysiąc złotych.
Póki co, jeszcze nie planujemy dokładać do transakcji, choć czasy są, jakie są i wszystkiego można się spodziewać.
 
Telefon do właściciela, który nie odpowiada na smsy: 501 zero pięćdziesiąt 268.
Myślę, że nic Wam też nie powie na temat Saaba, prócz tego, że temat jest aktualny i że im szybciej go zabierzecie z garażu, tym bardziej będzie wdzięczny.
 
ps Jak ktoś chce kupić Yarisa ze zdjęcia, to też mogę opchnąć. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *